Remo daje dobrą nowinę?

Na ten utwór trafiłem przeglądając facebook-a (czyli jednak czasami warto;)) . Włączyłem go i na początku pomyślałem sobie, że to jakiś ultra modny kawałek, który raczej mi się nie spodoba. Remo jednak kupił mnie słowa „bo Ty Panie jesteś w Nim”. Stwierdziłem, że no dobra… masz mnie, sprawdzę to. Szczerze? Pozazdrościłem tej świeżości z jaką ten utwór przekazuje wartości tak bliskie mojemu sercu. Refren przyprawia mnie o ciarki, nawet kiedy ten utwór gra w tle, a ja piszę tych kilka zdań. Standardowo jednak nie chcę napisać za dużo, a jedynie zachęcić do sprawdzenia. Aha… dzięki Remo!

A tutaj wkleje jeszcze notkę, którą autor umieścił pod filmem:

Błądzimy, szukamy, odnajdujemy. Tak to powinno wyglądać. Każdy z Nas błądzi … to normalne. Problem jednak zaczyna się dalej. Czy każdy z Nas szuka? Szuka odpowiedzi czemu zabłądził, szuka drogi wyjścia? Zrozumiał coś, wyciągnął wnioski z popełnionych błędów? I tutaj, w tym miejscu się wszystko zaczyna. Albo przeżyjesz życie tylko błądząc albo zaczniesz szukać. Trzeci etap – odnajdujemy – to już konsekwencja szukania. Jeśli szczerze szukasz, zawsze odnajdziesz. Większość moich klipów to autentyczne wydarzenie które miały miejsce w moim życiu. Tutaj jest podobnie – Dominik Łupicki, mój syn wcielił się ponownie w moją rolę. Zagubionego nastolatka, który w końcu zaczął szukać. Fabuła jest bardzo czytelna więc nie muszą Wam jej tłumaczyć. Utwór napisałem jednak w zupełnie innych okolicznościach i prawdopodobnie by go nie było gdyby nie pewne wydarzenia, które przeżyłem kilka tygodni temu. W wieku 40lat autentycznie, po raz pierwszy w życiu zrozumiałem powiedzenie „z miłości do nienawiści jeden krok”. Poczułem ten ból kiedy bardzo bliska osoba Ciebie zostawia, praktycznie bez wyjaśnienia, bez możliwości kontaktu „wczoraj kochasz, dzisiaj nie odbierasz telefonu” – i dosłownie tak było. Czułem się strasznie pusty, obwiniałem sam siebie, smutek był przerażający w dodatku ta złości – ahh szkoda pisać. Nagle znowu w moim życiu przyszedł ON! Pan Bóg, przychodzi zawsze kiedy tego tylko chcę. Któregoś wieczoru po tym wydarzeniu chwyciłem za różaniec i zacząłem się modlić. Z dnia na dzień mój stan zaczynał się poprawiać. Przyjaciele i rodzina byli obok. Dziś jestem znowu sobą i cieszę się z życia. Co więcej – nie czuje złości, którą czułem jeszcze pare tygodni temu. To wszystko minęło, nie mam do nikogo żalu, tym bardziej do samego siebie – żyje dalej i jest cudownie”